Metoda zielonego długopisu

Bajkowa Akademia Nauk | Korepetycje dla dzieci z ED i uczniów szkół podstawowych

Metoda zielonego długopisu

15 sierpnia, 2023 Porady dla rodziców 0


 


 
Na początek niezwykła historia, która wydarzyła się naprawdę.
 


 
Jest rok 1991.
 
Mam 13 lat i dostaję się do elitarnego krakowskiego liceum muzycznego.
 
To skok na głęboką wodę.
 
Teoretycznie czeka mnie sześć lat nauki.
 
W praktyce, za sprawą przedmiotu o nazwie „historia muzyki” już pierwszy semestr kończy się zagrożeniem „wylotem”.
 
Rozpoczęcie drugiej klasy.
 
Dowiaduję się, że feralnego przedmiotu od teraz będzie uczył mnie ktoś inny.
 
Oddycham z ulgą. Szybko dowiaduję się, że gorzej nie mogłem trafić.
 
Piranię zastępuje barrakuda.
 
 
Co tydzień obserwuję kolegów okrutnie torturowanych pod tablicą.
 
No właśnie – obserwuję.
 
Dziwnym zbiegiem okoliczności nigdy nie jestem pytany.
 
I to nie dlatego, że grupa liczy kilkadziesiąt osób. Jest nas zaledwie dwunastu.
 
Czuję się jak bohater amerykańskiego filmu wojennego: kule latają jak osy z zespołem napięcia przedmiesiączkowego. A ja nie mam nawet jednego draśnięcia.
 
 
Zagadka wyjaśnia się już wkrótce. 
 
Pierwsza klasówka. Nauczycielka rozdaje ocenione prace.
 
Czekam, czekam i nic. Zostaje jedna kartka. Dobra, niech skończy się ten żałosny pokaz. Wiem, dałem ciała.
 
Nauczycielka zapowiada, że zaraz wszystkim pokaże coś wyjątkowego. Kobieto, kończ, obciachu mi oszczędź…
 
Maciej Wojtas… celujący!
 
Bardzo śmieszne. Staram się wyłapać w jej głosie choćby najmniejszy ślad cudzysłowu. Jakąś ukrytą ironię. Celujący!
 
Gratulacje i tak dalej…
 
 
Marek Kondrat w reklamie banku ING mówi, że „moje – zmienia wszystko”. 25 lat temu słowo „celujący” sprawia, że zaczynam wierzyć we własne możliwości.
 
Zaczynam pisać coraz śmielej, coraz bardziej ryzykownie.
 
Tym bardziej, że świetne oceny powtarzają się z zadziwiającą regularnością. A ja wciąż słyszę (kompletnie niezasłużone) pochwały pod swoim adresem.
 
Ale to nie wszystko.
 
W każdym dobrym filmie pojawia się twist. Zwrot akcji, który przewraca cały film do góry nogami.
 
Jakiś czas później dowiaduję się, co jest przyczyną mojego „immunitetu”.
 
Nie, nie chodzi o moją urodę 😉
 
To nazwisko. A raczej zbieżność nazwisk – mojego i dyrektora jednej ze szkół muzycznych.
 
Na szczęście jest już za późno.
 
Nawet ta druzgocąca informacja nie jest w stanie mi podciąć świeżo rozprostowanych skrzydeł.
 
Nawet świadomość tego, że to wszystko był jak „pic na wodę fotomontaż”.
 
I tak już wygrałem.

 


 

Metoda zielonego długopisu (ołówka)

 
Dlaczego o tym piszę?
 
Bo historia sprzed ćwierć wieku skojarzyła mi się z tzw. metodą zielonego długopisu.
 
Pomysł jest bajecznie prosty, a zarazem rewolucyjny.
 
Stosuje się go w odniesieniu do dzieci, ale moim zdaniem działa na ludzi w każdym wieku.
 
 
Zamiast podkreślać na czerwono błędy i potknięcia – zaznacza się zielonym kolorem to, co dziecko zrobiło dobrze, z czym sobie poradziło.
 
Każdy, nawet najmniejszy sukces jest w ten sposób odnotowywany.
 
W ten sposób dziecko skupia się na pozytywach, a nie zadręcza się porażkami.
 
Ta drobna na pozór zmiana kąta patrzenia ma jednak dalekosiężne skutki.
 


 

Skąd wiem, że to działa?

 
Z autopsji.
 
Wróćmy do liceum muzycznego. Moja nauczycielka gry na skrzypcach stosuje nieco zmodyfikowaną wersję tej metody.
 
Oprócz zielonego długopisu pojawia się też długopis czerwony.
 
Coś jak dobry i zły glina.
 
Lekcje mają charakter indywidualny. Tylko mistrz i uczeń. Bez publiczności.
 
Po każdym zagranym utworze dostaję coś, co dziś nazywane jest feedbackiem.
 
Dowiaduję się najpierw, co zagrałem dobrze / świetnie / rewelacyjnie (nawet jeśli są to rzeczy mikroskopijnie małe), a potem niekończącą się listę rzeczy, które powinienem poprawić.
 
Co ważne, kolejność podawania tych informacji ma tutaj absolutnie kluczowe znaczenie!
 
Informacja o plusach, o tym co zrobiliśmy dobrze, działa jak środek znieczulający podany przed wyjątkowo bolesnym zabiegiem.
 


 

Chcesz zmienić czyjeś życie na lepsze?

 
Zastosuj metodę zielonego ołówka / zielonego długopisu.
 
Mów (tylko zgodnie z prawdą), co dana osoba zrobiła dobrze, w czym zabłysnęła – nawet jeśli to coś bardzo niewielkiego, a potem, nawet mimochodem dodaj, co powinna jeszcze poprawić, nad czym jeszcze popracować. 
 
Zobaczysz, jak szybko nabierze wiatru w żagle.
 


 

Ale po co to robić?

 
Nie tylko po to, żeby zrobić w życiu coś dobrego.
 
Choć i to jest przecież ważne i samo w sobie daje potężną satysfakcję.
 
Warto po prostu przekonać się na własnej skórze, że dobro wraca.
 
Sam doświadczam tego na co dzień.
 


 

Zobacz, czym jest Wojtas Academy!

 
KLIKNIJ TUTAJ
 


 

Zobacz bajkowy podręcznik do gramatyki:

 
KLIKNIJ TUTAJ
 


 

Zobacz też inne wpisy:

 
Jak uczyć swoje dzieci, kiedy masz zero czasu na wszystko?
 
3 życzenia dla Twojego dziecka
 
Jak uczyć dziecko historii?
 
O tym, jak jedno proste pytanie diametralnie zmieniło historię świata
 


 

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *