Przeczytaj początek historii
o Bartku i maszynie
do poprawiania ocen:
Bartek nie cierpiał szkoły, szczególnie lekcji polskiego, a zwłaszcza tego okropnego momentu, kiedy nauczyciel, pan Czępialski, oddawał poprawione wypracowania.
Za każdym razem to był 45-minutowy koszmar. Pan Czępialski barwnie komentował prace swoich uczniów. Wszyscy pisali w miarę dobrze, więc w ich stronę leciały mniejsze lub większe pochwały.
Tylko Bartek wciąż wymyślał niestworzone rzeczy i pisał po swojemu, często nie na temat. Opowiadał o świecie, który istniał wyłącznie w jego głowie.
Nic więc dziwnego, że cała klasa śmiała się, kiedy pan Czępialski czytał jego wypracowania.
– „Tadeusz Kościuszko stał na krakowskim rynku i rozmawiał potajemnie z gołębiami. Omawiał z nimi plany jutrzejszego ataku tych dzielnych ptaków na oddziały wroga”. – Ech, panie Bartłomieju, nie wiem, w którym podręczniku przeczytał pan takie sensacje, ale niestety nie mogę panu tego zaliczyć. Mogę jedynie dać dwóję za wyjątkową pomysłowość, bo akurat tej, w przeciwieństwie do wiedzy, panu nie brakuje – powiedział nauczyciel, zdejmując okulary.
Tego dnia Bartek wrócił do domu i postanowił wreszcie opowiedzieć o wszystkim swojemu tacie.
Mężczyzna spokojnie wysłuchał żalów syna, potem uważnie przeczytał jego wypracowanie, kilka razy mrucząc pod nosem „moja krew!”, po czym nagle… wybiegł z pokoju prosto na strych.
Wrócił po dłuższej chwili, taszcząc pod pachą jakieś straszliwie zakurzone urządzenie do nie wiadomo czego. Uśmiechnął się od ucha do ucha i położył swoje znalezisko na podłodze.
– To robota wujka Mietka – wyjaśnił.
– Tego… Mietka, co…? – zaczął Bartek, ale urwał w połowie zdania.
– Co pół życia był wynalazcą, a potem wyjechał w Bieszczady i słuch po nim zaginął.
– Ale on żyje, prawda?
– Długo szukali, ale… – westchnął smutno tata, dmuchając na tajemniczy wynalazek i wzbijając przy okazji tonę kurzu w powietrze.
– A jak ci się podobało moje wypracowanie? Dwójka to niesprawiedliwa ocena. Napisałem aż trzy strony!
– Eee… tam! Dwójka, też mi coś. Zapomnij o tym! – roześmiał się tata. – Wujek Mietek zaraz ci w tym pomoże.
– Niby jak?
Tata zaczął wciskać białe guziki umieszczone w górnej części tajemniczego urządzenia.
– Patrz teraz! Tu, na ten szary ekranik.
Bartek wstrzymał oddech i z całej siły skupił się na wyświetlaczu. Niestety, skrzynka wujka Mietka, jeden z jego wielu „genialnych” wynalazków, zwyczajnie nie działała. Nie wydawała żadnych dźwięków, żadnych śladów życia.
– Nie rozumiem: jak ta maszyna ma mi pomóc w szkole, na polskim?
– To kiedyś działało. To znaczy raz widziałem, jak Mietek pokazywał, że to działa. To znaczy nie pokazywał, ale mówił, że działa. Opowiadał, że to coś potrafi robić prawdziwe cuda! Nazwał to… Mietkownica!
– Dziwna nazwa.
– Cały Mietek. Wszystko robił po swojemu.
– Tak jak ja…
– Fakt. Macie ze sobą coś wspólnego. Czekaj… Z tego, co pamiętam, klawiaturą, która jest ukryta pod tą klapką, wpisuje się polecenie, potem tu się naciska i z tego okrągłego czegoś wydostają się jakieś chyba niewidoczne promienie i one potem zmieniają takie tam różne rzeczy jakoś… – tata próbował wytłumaczyć Bartkowi działanie Mietkownicy, ale wychodziło mu to gorzej niż średnio.
Bartek posmutniał. Przez krótką chwilę miał nadzieję, że raz na zawsze skończą się jego problemy z panem Czępialskim.
– No… dobra, muszę lecieć. Nie mam teraz czasu, ale potem albo jutro spróbuję to naprawić… – powiedział tata, wychodząc z pokoju chłopca. – Ale jak chcesz, to sam się tym pobaw, okej?
– A co z moim wypracowaniem? Widziałeś, ile mam tam uwag? Wszystko źle…
– Bartuś… ty zawsze miałeś wielką wyobraźnię. To dar. Skarb. Czyste złoto! Nie przejmuj się tym całym Czępialskim czy jak mu tam.
Bartek popatrzył na skrzynkę z klawiaturą, przyciskami i ekranikiem. W zasadzie nie miał nic do stracenia. Zrobił krok do przodu, żeby przyjrzeć się jej z bliska i wtedy nadepnął na twardą wtyczkę od przedłużacza. A że nie miał nic na nogach, poczuł nieprzyjemny ból. Zachwiał się i prawie upadł. Lądując, wcisnął dłonią kilka guzików w Mietkownicy.
Równocześnie.
Z jej środka wydobyło się niemal niesłyszalne piiii…
A po trzech sekundach ekranik podświetlił się ciepłym, bursztynowym światłem.
Coś metalicznie zgrzytnęło i pojawił się napis. A dokładnie: pytanie.
Co by było, gdyby|
Pionowa kreska na końcu pulsowała jak kursor. Najwyraźniej czekała na ruch kogoś, kto uruchomił tę przedziwną maszynę.
Bartek zastygł w oczekiwaniu na to, co się wydarzy.
Kursor nadal migał. Pojawiał się i znikał, pojawiał i znikał. Urządzenie musiało chyba czerpać energię ze światła słonecznego, bo przy jednej z krawędzi umieszczony był granatowy pasek przypominający panel do ładowania baterii.
Chłopiec zrozumiał, że nic nowego nie pojawi się na ekranie, dopóki nie wpisze się czegoś za pomocą klawiatury.
Co by było, gdyby|
Już miał coś wpisać, kiedy przypomniał sobie o wypracowaniu, za które dostał dwójkę. Zaczął czytać uwagę pana Czępialskiego:
„Bartku, gołębie nie mówią ludzkim głosem. Nie możesz pisać takich rzeczy, to nie jest na temat”.
– Tak! Co by było, gdyby gołębie mówiły ludzkim głosem! – krzyknął Bartek, dopisując właśnie te słowa, które od razu wyświetliły się na ekranie.
|
Kursor przeskoczył do następnej linii i… zatrzymał się.
– I co teraz? – zapytał sam siebie chłopiec.
Maszyna wyglądała na zaskoczoną. Z jej wnętrza nie wydobywał się żaden dźwięk, życie na ekranie również zamarło.
– System operacyjny Mietkownica 2.0 zawiesił się na amen… – szepnął do siebie młody informatyk, po czym nieco rozczarowany wyszedł ze swojego pokoju.
Nie wiedział, że polecenie, które wpisał, wkrótce miało zostać zrealizowane. I że ocena z wypracowania w zupełnie niewytłumaczalny sposób zostanie już jutro poprawiona na trójkę.
Wykonaj zadania:
Odważysz się wskoczyć na wyższy poziom? 🙂
Przetestuj ZA DARMO pierwszą lekcję zajęć online z języka polskiego i kreatywnego pisania.
Zajęcia zbierają świetne recenzje. Adresowane są do dzieci w wieku od 8 do 16 lat.
Kliknij tutaj
© Maciej Wojtas | Media Wojtas