Opowieść o Franku (1)

PIERWSZA LEKCJA
PRZEDSIĘBIORCZOŚCI,
MYŚLENIA BIZNESOWEGO
I KREATYWNOŚCI

Ten rok zaczął się koszmarnie, a potem było już tylko gorzej. Niezły początek, prawda?

W styczniu przyszły syberyjskie mrozy.

Ścięły z nóg każdego, kto tylko miał nogi i w porę nie znalazł bezpiecznego schronienia.

Było tak zimno, że śnieg trząsł się jak galareta, lód zwijał się z bólu, a wiatr kaszlał jak najęty, wyjąc żałośnie, że gdzieś go przewiało.

W lutym nastały nieoczekiwane roztopy.

Słońce wysłało na Ziemię miliony złocistych promieni. Nakazało im wycisnąć wodę z każdego milimetra przestrzeni.

Nawet najtwardsze kamienie roniły mokre łzy. W ciągu paru godzin wszystko zaczęło pływać, choć nie wszystko potrafiło utrzymać się na powierzchni.

A w marcu wybuchła wojna, której nikt się spodziewał.

Wybuchła sama, zaskakując wszystkie strony. Wpadła do chałupy 13-letniego Franka, waląc pięściami w spróchniałe drzwi.

Chłopiec wiedział, co to oznacza. Było za późno na ucieczkę. Ukrycie się gdzieś na strychu również nie wchodziło w grę. I tak zostałby w końcu znaleziony.

Franek miał jednak coś, co dawało mu ogromną przewagę: spokój. Nawet w najgorszym momencie potrafił chłodno myśleć.

Teraz musiał zrobić tylko jedno: jak najdłużej zatrzymać żołnierzy, żeby ochronić resztę rodziny, która właśnie pracowała w polu. Zwłaszcza mamę i młodsze siostry.

Był dobrze wychowany, więc powoli otworzył drzwi i powiedział grzecznie:

– Dzień dobry miłym panom! Kawy, herbaty? A może wody prosto od krowy… to znaczy ze studni? A co tam słychać w polityce? Tamci nadal trzymają się mocno? Bo o pogodzie nie ma raczej sensu rozmawiać, jak mniemam… Jaka jest, każdy widzi…

Żołnierze nie wiedzieli, co powiedzieć. Franek przywitał ich tak, żeby wybić ich z uderzenia i zyskać na czasie.

– A jest może lemoniada? – zapytał nieoczekiwanie dowódca.

– Oczywiście, że jest… – odpowiedział powoli Franek, po czym uśmiechnął się tajemniczo, ponieważ w jego głowie właśnie zaświtał szalony pomysł.

Najbardziej szalony z szalonych.

Chłopak postanowił zrobić tak dobrą lemoniadę, żeby żołnierze nie chcieli pić niczego innego. I żeby wieść o tym niezwykłym napoju rozniosła się szybko po całej armii.

Jeśli ten plan się uda, to wojsko zatrzyma się właśnie tutaj. Wpadnie w lemoniadową pułapkę. Nikt nie będzie chciał ruszać dalej. I wojna zostanie zakończona.

Genialne, prawda? 🙂

Franek przeszedł szybkim krokiem do drugiej izby, a po krótkiej chwili wrócił z blaszanym dzbankiem i pięcioma drewnianymi kubkami.

– Nigdy nie piłem niczego lepszego… – wyrwało się jednemu żołnierzowi.

– Ani ja… – dodał drugi.

– I ja też… – westchnął trzeci.

– Jest tego więcej? – spytał czwarty.

– Taa… – skłamał Franek, który wiedział, że miał tylko jedną cytrynę i że właśnie przed chwilą wykorzystał ją do przygotowania napoju.

Musiał szybko coś zrobić. Tylko co?

Podrapał się po głowie raz, drugi i… wpadł na kolejny świetny pomysł. Postanowił użyć matematyki! Chwycił stare koło od wozu i poszedł do dowódcy, tocząc je obok siebie.

– Szanowny panie generale, z przyjemnością zrobię panu i wszystkim twoim żołnierzom, całej waszej milionowej armii tyle lemoniady, ile będzie trzeba, ale… nie za darmo.

– Nie jestem generałem, chłopcze. Jeszcze nie.

– Przepraszam, nie wiedziałem.

– Co chcesz za swoją lemoniadę? Bo chyba nie pieniądze? – roześmiał się mężczyzna, a z nim reszta wojaków.

– Chciałbym tylko, żeby pańscy żołnierze policzyli, ile kół zmieści się na tym prostokątnym polu przed moją chałupą.

– Mamy policzyć, ile takich kół jak to od wozu można położyć na tym polu?

– Takich kół i mniejszych też. Jak tylko policzycie wszystkie koła, naprawdę wszystkie, co do jednego, będziecie mogli u mnie pić tyle lemoniady, ile chcecie. Zawsze. – odpowiedział flegmatycznie Franek.

– Umowa stoi. Jestem twoim wrogiem, ale honor jest dla mnie najważniejszy. Masz słowo oficera – odrzekł dowódca, podając chłopcu rękę.

Franek odetchnął z ulgą. Jednym sprytnym zagraniem zyskał dużo czasu. Nieskończenie dużo czasu…

Dlatego mógł zająć się przygotowywaniem niemal nieskończonej ilości lemoniady.

Potrzebował tylko trzech składników: mnóstwa wody, mnóstwa cytryn i mnóstwa miodu.

Mnóstwa… przez największe M na świecie…

(ciąg dalszy nastąpi)


Zagadka matematyczna

Czy wiesz, dlaczego Franek miał bardzo dużo czasu na przygotowanie lemoniady?

Kazał żołnierzom policzyć, ile kół różnej wielkości można położyć na jego prostokątnym polu.

I powiedział, że dostaną lemoniadę, dopiero wtedy, kiedy ukończą to zadanie.

Weź kartkę, długopis i linijkę. Narysuj jakiś duży prostokąt.

Masz już?

To teraz zacznij rysować na nim koła.

Rysuj tak, żeby żadne koło nie nachodziło na drugie. Mogą się tylko ze sobą stykać.

Spróbuj wypełnić nimi cały obszar.

Podpowiedź: do tego zadania przyda Ci się lupa 🙂


Ćwiczenie na wyobraźnię

Jak pewnie wiesz, pole powierzchni mierzy się w jednostkach kwadratowych.

Liczy się, ile kwadratów zmieści się na jakiejś powierzchni.

Stąd mamy: metry kwadratowe, centymetry kwadratowe albo kilometry kwadratowe.

Natomiast objętości mierzy się w jednostkach sześciennych.

Stąd mamy: milimetry, centymetry czy metry sześcienne.

A co by było, gdyby powierzchnię mierzono w kołach, a objętość w kulach?

Mielibyśmy metry okrągłe i kuliste!

Co by to dało? Jak zmieniłby się nasz świat?

Chcesz dostawać takie lekcje co tydzień?


Wypróbuj bezstresowe zajęcia online dla dzieci od 8 do 16 lat

Temat: język polski i kreatywne pisanie

Cena: pakiet ponad 20 lekcji: 79 złotych za całość

Zniżka: 30% dla rodzeństw

Wymagania: dostęp do skrzynki mailowej

Nauka: bez mikrofonów i kamer