Dwie niespodzianki :)

Bajkowy miesięcznik edukacyjny dla dzieci

Niespodzianka nr 1

 
Wywiad z niezwykłym człowiekiem. Jedna z najlepszych rozmów, jakie przeprowadziłem:
 

„Jak mam wybór, czy wejść komuś w drogę czy w d…ę, to wchodzę w drogę”


 


 

Niespodzianka nr 2

 
Jak pewnie już wiesz, jestem zawodowym copywriterem, scenarzystą i storytellerem.
 
Jednym z moich zajęć jest pisanie bajek (historii, opowieści) na zlecenie klientów.
 
Oto przykład „bajki sponsorowanej”, którą czyta się na jednym oddechu.
 
Napisałem ją dla mojego klienta – z okazji Dnia Babci.
 


 

 
 
To dziwne państewko leżało w górach.
 
Choć z każdej strony otoczone było potężnymi sąsiadami, nic sobie z ich potęgi nie robiło.
 
Dlaczego?
 
 
Ponieważ pod ziemią, po której stąpali jego mieszkańcy, tłoczyły się setki, tysiące, miliony ton złota, srebra, diamentów, rubinów, topazów i całej masy innych kosztowności.
 
Mieszkańcy tego 5-milionowego sezamu od dawna byli przyzwyczajeni do tego, co w każdej chwili, bez wysiłku, mogą wykopać w przydomowych ogródkach.
 
Dlatego nikogo nie dziwiły tu szopy, obory, a nawet tymczasowe latryny na placach budowy – wykonane w całości z drogocennych kruszców.
 
 
Mając tak bajeczny budżet, władze tego kraju szczęściarzy, mogły kupować dosłownie wszystko: od najlepszych naukowców i wynalazców, po najskuteczniejszą broń, jaka tylko istnieje.
 
Nic dziwnego, że nie obawiali się ataku obcych wojsk.
 
Nie obawiali się absolutnie niczego.
 
***
 
Jak na złość, zasięg bilionowych złóż pokrywał się z granicami tego państwa.
 
Dosłownie metr dalej ziemia rodziła piach, kamienie i czarną rozpacz zmieszaną z chorobliwą zazdrością.
 
Tak, potężni sąsiedzi dniami i nocami myśleli tylko o jednym: o tym, jak podbić bogaczy i zagarnąć wszystko dla siebie.
 
Atak militarny nie wchodził w grę.
 
Broń, którą dysponowali, była wielokrotnie gorsza.
 
Na zmianę rządów również nie było co liczyć.
 
 
Pewnego dnia władcy wszystkich krajów, które miały już dosyć sąsiadowania z krezusami, postanowili spotkać się na naradzie.
 
– A może zaatakujemy ich wszyscy ze wszystkich stron? – zaczął pierwszy z prezydentów.
 
– Odpada. Zmiotą nas w trzy sekundy – odpowiedział drugi.
 
– A gdyby tak zatruć im źródła wody? – zaproponował trzeci.
 
– Od razu zauważą i będziemy mieć przechlapane – wyjaśnił czwarty.
 
I wtedy odezwał się piąty z przywódców.
 
– Musimy zrobić to tak, żeby w ogóle nie zauważyli, że zostali zaatakowani. Musimy rozłożyć nasz atak na lata, dziesiątki lat. Musimy zaatakować grupę, której nie będą bronić, bo do głowy im nie przyjdzie, że można uderzyć właśnie w nią. Zaatakujemy dziadków i babcie, czyli tych, którzy mają największy wpływ na ich dzieci. A skoro na dzieci, to automatycznie na przyszłość całego ich kraju. Tak musimy zrobić, jeśli chcemy myśleć o całkowitym zwycięstwie.
 
 
W sali, w której siedzieli prezydenci, powiało chłodem.
 
Plan był co prawda długofalowy, ale jego perfidia wręcz paraliżowała swoim okrucieństwem.
 
***
 
Nie minął tydzień, kiedy agresorzy zaczęli wdrażać plan podboju.
 
Ich celem były źródła wody leżące na terenie nieprzyjaciela.
 
Co miesiąc dodawali do nich truciznę, która była praktycznie niewykrywalna, ale dzień po dniu, krok po kroku, neuron po neuronie dokonywała drobnych zmian w mózgach seniorów.
 
Przez pierwszy rok nie wydarzyło się nic.
 
W połowie drugiego roku tej niewidzialnej inwazji nasienie zła zaczęło wreszcie kiełkować.
 
***
 
Najpierw zabrakło obiadków jedzonych u dziadków.
 
Zabrakło, ponieważ przestali się interesować tym, czy ich ukochane wnuczki dobrze wyglądają:
 
– Mój dom to nie szkolna stołówka, kochanie. Zjesz u swojej mamy, dobrze?
 
Kiedy nie było już obiadków, skończyły się międzypokoleniowe rozmowy:
 
– Opowiesz mi o tym później, wnusiu, dobrze? Teraz oglądam serial.
 
Brak rozmów sprawił, że znikły dobre słowa takie jak „dołożyć ci serniczka” albo „pięknie dziś wyglądasz, mówił ci to ktoś?”.
 

 
Wraz z ulotnieniem się dobrych słów, spod stóp wnuczków wyszarpane zostały dywany dobrych rad, które do tej pory dziadkowie przed nimi własnoręcznie rozwijali, czyniąc to ze zwyczajnej troski:
 
– Zrobisz, jak chcesz. To nie moja sprawa. Każdy musi uczyć się na własnych błędach.
 
 
W ślad za troską znikła jej siostra, czyli pomocna dłoń. Od teraz była to sama dłoń, w dodatku trupio chłodna i nieprzyjemna w dotyku.
 
Umarło też ciepło, a z ciepłem radość, jaką dają wspólne chwile spędzane u dziadków:
 
– O, znowu przyszłaś. Naprawdę nie masz jakichś koleżanek, które mogłabyś odwiedzać? Przecież mój dom to nie hotel. Ja też mam swoje życie, jeśli chcesz wiedzieć.
 
 
Między dziadkami a wnukami nastała zimna noc.
 
Skończyła się opieka, a w jej miejsce wskoczyła czysta interesowność:
 
– Pójdę z tobą na plac zabaw, nie ma problemu. Biorę 5 złotych za każdą rozpoczętą godzinę. Oczywiście bez wyżywienia.
 
Najdłużej opierała się miłość, ale i ona w końcu musiała się poddać…
 
***
 
Wydawać by się mogło, że zniknięcie tego wszystkiego nie będzie miało większego wpływu na losy całego narodu.
 
Błąd!
 
Dzieci pobawione „witaminy M” dostarczanej im przez babcie i dziadków, marniały w oczach.
 
Co więcej, kiedy dorosły, same zaczęły ograniczać swoim maluchom dostęp do tego najcenniejszego z życiodajnych składników.
 
Na efekty nie trzeba było długo czekać.
 
Ktoś, kto nie czuł się kochany, dramatycznie szybko tracił poczucie własnej wartości.
 
Momentalnie stawał się też łatwym łupem dla ludzi o nieczystych zamiarach.
 
 
Niestety, władze kraju śpiącego na górach złota, przez długi czas nie były świadome zagrożenia.
 
Dopiero po wielu latach zrozumiały, o jaką stawka toczy się gra.
 
Błyskawicznie zaangażowały więc najtęższe umysły, by znaleźć antidotum na chorobę trapiącą przedstawicieli najstarszego pokolenia.
 
Bezskutecznie.
 
***
 
I kiedy wydawało się, że potężni sąsiedzi są o krok od pokonania swojego odwiecznego wroga, w jednym z domów na przedmieściach stolicy mała dziewczynka niechcący dokonała przełomowego odkrycia:
 
– Babciu… – zagaiła wnuczka.
 
– Co tam znowu? – odpowiedziała babcia głosem o temperaturze przygruntowych przymrozków.
 
– Dziękuję ci za…
 
– Niby za co?
 
– Za to, że jesteś…
 
Kiedy babcia usłyszała ostatnie zdanie, poczuła, jakby ktoś zdjął z niej zły czar.
 
W jednej chwili pękły lody skuwające jej serce.
 
Kobieta wybiegła z domu, żeby powiedzieć o tym cudzie swoim przyjaciółkom, które również zamroziły relacje ze swoimi ukochanymi wnuczkami.
 
Po tygodniu informacja przebiła się wreszcie do mediów, a stamtąd do władz, które w trybie natychmiastowym opracowały antidotum na chorobę trawiącą cały kraj.
 
Lekarstwo okazało się wyjątkowo skuteczne i tanie.
 
Kuracja polegała na tym, że dziecko szło do swoich dziadków, a następnie czytało im poniższą formułę:
 
 
ANTIDOTUM
 
Babciu, dziadku, dziękuję wam za obiadki, które były tak sycące, że za każdym razem wykarmiłyby pół osiedla, a one wszystkie były tylko dla mnie.
 
Dziękuję wam za wspólne chwile, kiedy nie musieliśmy mówić nic, żeby powiedzieć sobie wszystko.
 
Dziękuję za opiekę, kiedy czuwaliście nade mną z uśmiechem, choć patrząc na wyniki badań, nie było wam wtedy wcale do śmiechu.
 
Za radość, którą rozpalaliście w waszym domu, kiedy brakowało prądu, bo za oknem szalał wiatr kryzysów.
 
Za dobre słowo, które zastępowało plaster przykładany na moje życiowe smuteczki.
 
Za rozmowy, które zupełnie poważnie prowadziliście z kimś, kto dopiero uczył się, że 2+2 to będzie razem coś w okolicach pięciu.
 
Za pomocną dłoń, którą wyciągaliście za każdym razem, kiedy okazywało się, że mój nowy adres będzie zaczynał się od słowa „Tarapaty”.
 
Za nieustającą troskę o to, jak poradzę sobie w dorosłym życiu.
 
Za rady, które najpierw latami testowaliście na sobie, a dopiero potem, kiedy byliście 100-procentowo pewni, że są naprawdę dobre, dawaliście mi do spróbowania.
 
Za ciepło, którym ogrzewaliście mnie, kiedy cały świat mówił, że jestem do niczego.
 
Droga babciu, drogi dziadku, dziękuję wam za wszystko.
 
Za wszystko, czyli za miłość.
 
Bo miłość jest wszystkim, czego potrzebuję.
 
***
 
Ale to nie koniec tej historii.
 
Na wypadek, gdyby u nas, w Polsce, wydarzyła się kiedyś podobna epidemia, my również przygotowaliśmy antidotum!
 
Antidotum dla babć i dziadków, dzięki któremu będą zawsze pamiętali o swoich supermocach.
 
I antidotum dla wnuków, dzięki któremu nauczą się okazywać wdzięczność swoim dziadkom.
 
Chcecie dowiedzieć się, co to jest?
 
Kliknijcie tutaj 🙂
 


 

Chcesz, żeby taki tekst pojawił się

 
na przykład w Twoich mediach społecznościowych i szeroko rozreklamował to, co sprzedajesz?
 
Napisz do mnie: